Aleksander Domogarow: Kamikadze szos

Amant, który kocha brawurę. Bierze udział w ekstremalnych wyscigach samochodowych. Miesiąc temu cudem uszedł z życiem z wypadku. Teraz wybiera się na kolejne zawody.
Spojrzenie jego błękitnych oczu zniewala kobiety. Rolą Bohuna w OGNIEM I MIECZEM zdobył sympatię polskiej widowni. Wkrótce zobaczymy go jako szefa mafii w nowym serialu sensacyjnym w reżyserii Okiła Khamidowa FALA ZBRODNI. We wrześniu aktor stawił się punktualnie na planie filmowym we Wrocławiu. Nikt się nie domyslił, że dopiero co przeszedł mrożący krew w żyłach wypadek samochodowy. Romantycznego amanta nikt nie posądzałby o takie skłonności do ryzyka. A to istny kamikadze szos.



GALA: Po wypadku powiedział pan, że urodził się po raz drugi. Tak pan to czuł?
ALEKSANDER DOMOGAROW: Tak, właśnie tak. To cud, że nic nam się nie stało: ja miałem tylko zwichnięty kciuk lewej ręki, kolega - pokaleczone ramię. Kiedy przyjechali policjanci i zobaczyli, co się wydarzyło, spytali: "Do jakiego boga się modlicie?".

GALA: Do jakiego?
A.D.: Nie mogę powiedzieć, że jestem bardzo wierzący. Ale zawsze czułem, że jakiś bóg istnieje. Dla mnie ten wypadek, z którego wyszliśmy bez szwanku, był tego potwierdzeniem.

GALA: Pan siedział wtedy za kierownicą?
A.D.: Nie, kolega. Ja byłem pilotem. W mojej trzyosobowej ekipie zamienialiśmy się rolami.

GALA: Co się wydarzyło?
A.D.: Braliśmy udział w wyścigu Moskwa-Połtawa-Jałta. Jechaliśmy bmw "piątką". Do pokonania było 1608 kilometrów. Pierwszy etap wygraliśmy i mieliśmy nadzieję, że wygramy cały wyścig. W południe wystartowaliśmy z Połtawy z prędkością 200-220 kilometrów na godzinę. Na ostrym zakręcie pod Dniepropietrowskiem koło samochodu wpadło w dziurę i wyskoczyliśmy z zakrętu. Przy prędkości, jaką mieliśmy, kierówca nic nie mógł zrobić. Samochód uderzył w ogrodzenie drogi i przeleciał jakieś 30 metrów.

GALA: Co się w tym momencie myśli? Przed oczami jak w kalejdoskopie przesuwają się obrazy z życia?
A.D.: To ułamek sekundy. Nie zdążyłem pomyśleć o niczym. Zauważyłem, że nie trafiamy w zakręt, usłyszałem uderzenie, poczułem, że gdzieś lecimy... Kiedy samochód zatrzymał się, pierwsze nasze słowa brzmiały: "Żywi? Żywi? Żywi?...". Wysiedliśmy. Szczęśliwi, że żyjemy. Kiedy znów weszliśmy do samochodu, żeby odszukać telefon, zrobiło nam się słabo z przerażenia - dopiero wtedy zobaczyliśmy fragment ogrodzenia, który wzdłuż przeciął auto. Na szczęście ominął fotele.

GALA: Kiedy nerwy opadły, co pan czuł?
A.D. Dopiero po kilku godzinach uświadomiłem sobie, co mogło się stać. Poczułem strach. Gdy wieczorem przywieziono nas do Jałty, na metę wyścigu wszyscy się cieszyli, mówili, że narodziliśmy się po raz drugi. Potem świętowaliśmy te nasze narodziny razem z uczestnikami i organizatorami wyścigu. O drugiej w nocy na ulicy dałem nawet zaimprowizowany koncert karaoke, którego słuchało z półtora tysiąca ludzi.

GALA: Po takim przeżyciu człowiek się zmienia? Coś postanawia?
A.D.: Tak, wybiera się na kolejny wyścig samochodowy... (śmiech)

GALA: Nie wierzę!
A.D.: A dlaczego by nie. Bez ryzyka życie byłoby nieciekawe.


Mówi, że miesiąc temu narodził się po raz drugi. Kilka godzin po wypadku uświadomił sobie, że otarł sie o śmierć. Ale uważa, że bez ryzyka życie byłoby nieciekawe. Na początku listopada wystartuje w kolejnym wyścigu: Moskwa-Sycylia.


GALA: Do niedawna frajdę sprawiało panu łowienie ryb, teraz gustuje pan w wyścigach samochodowych bez reguł. Na czym one polegają?
A.D.: Startuje się z określonego miejsca i trzeba jak najszybciej dojechać do mety. Tylko od zawodnika zależy, jak szybko będzie jechał. Zdarzało się, że gdy dozwolone było 100 kilometrów na godzinę, jechałem 220. W maju tego roku po raz pierwszy brałem udział w wyścigu z Moskwy do Saint-Tropez zorganizowanym przez klub samochodowy Kula armatnia. Wtedy z powodu zbyt szybkiej jazdy miałem kłopoty z policją w Polsce, w Niemczech i we Francji. Sam musiałem je rozwiązywać.

GALA: A może ten pociąg do sportów ekstremalnych to chęć zatrzymania młodości? W lipcu skończył pan 40 lat.
A.D.: I to jest straszne.

GALA: Byłam pewna, że dla takiego mężczyzny jak pan jest to straszne.
A.D.: Nie wiem, jak w Polsce, ale w Rosji się mówi, że wiek 39-40 lat to najtrudniejszy okres dla mężczyzny. Jest w tym trochę prawdy. Dlatego w wielu państwach prezydentem może być tylko osoba powyżej czterdziestki. Uważa się, że dopiero wtedy mężczyzna staje się mądrzejszy, czego nie mogę powiedzieć o sobie. I bardziej doświadczony, i rozsądny, i zrównoważony, czego też nie mogę powiedzieć o sobie.

GALA: 40-lecie to także moment, kiedy mężczyzna chciałby wszystko w życiu zmienić. W dzień urodzin, 12 lipca, akurat był pan we Francji, na planie programu telewizyjnego. Może chciałby pan resztę życia spędzić w tym kraju?
A.D.: Nie, musiałbym przecież wszystko zaczynać od początku. Poza tym kocham swój dom, Moskwę, Rosję. Bardzo lubię zmiany, podróże, właściwie żyję na walizkach, ale zawsze ciągnie mnie do siebie. Wrosłem w rosyjską ziemię. Tam są moje korzenie, rodzina...

GALA: Rodzice już nie żyją... Mama była dla pana ideałem kobiety.
A.D.: Tak, to prawda. To wszystko, co chcę na ten temat powiedzieć.

Gala: Odeszła niedawno?
A.D.: Dwa lata temu. Chorowała. To jest strata, która nie od razu do mnie i do mojego brata dotarła, chociaż byliśmy przygotowani na jej odejście. Próbowaliśmy z bratem walczyć, zatrzymać chorobę, szukać leków. Ściągaliśmy specyfiki z zagranicy, choć w zasadzie nie były potrzebne. Na tydzień przywracaliśmy ją do życia, a potem było jeszcze gorzej. Mądrzy ludzie powiedzieli nam, żeby przestać, nie męczyć jej. Bardzo ciężko jest, gdy człowiek chciałby pomóc, a uświadamia sobie, że nie powinien tego robić. Kiedy zrozumie, że trzeba chorego zostawić w spokoju, dać mu możliwość, by wybierał sam. Ale ta świadomość przychodzi później.


W seriali FALA ZBRODNI zagrał Siergieja - szefa mafii. Na zdjęciu z Agnieszką Dygant w roli policjantki i Mirosłewem Baką grającym policjanta Szajbę. Polsat rozpocznie emisję serialu w listopadzie.


GALA: Kiedy zabrakło mamy, poczuł się pan samotny?
A.D.: Mam jeszcze starszego brata.

GALA: I syna. Aleksander junior ma 15 lat. To już prawie mężczyzna. Wychowuje go mama. Kiedyś nie miał pan dla niego zbyt wiele czasu, choć obaj mieszkacie w Moskwie.
A.D.: Teraz mam wystarczająco dużo czasu, choć przyznaję, że zdarzają się długie przerwy w spotkaniach. Z drugiej strony może to i lepiej, bo dzięki temu widzę, jak on się zmienia, że przy każdym spotkaniu jest wyższy.

GALA: Spotykacie się co pięć centymetrów wzrostu Aleksandra czy częściej?
A.D.: Częściej, raczej co centymetr.

GALA: Jest podobny do pana? Interesuje się dziewczynami, pali papierosy jak pan?
A.D.: Myślę, że i wewnętrznie, i zewnętrznie jest podobny do swojej mamy. Papierosów nie pali i to mnie zaskakuje, bo jego rówieśnicy nawet piją piwo. Ale może tylko przy mnie udaje? A dziewczyny? Gdzieś wyjeżdża, ale gdzie? Śledzić go nie będę. Zechce, to opowie. Pamiętam, jak kiedyś mną się opiekowano, jak wypytywano. Lepiej tego nie robić, bo nie chcę, żeby zaczął kręcić, kłamać.

GALA: Jesteście kolegami?
A.D.: Myślę, że tak, lecz kiedy trzeba, potrafię być wymagającym ojcem. W maju musieliśmy odbyć poważną rozmowę na temat nauki, bo na koniec roku miał dwóje z geometrii i fizyki. Powiedziałem mu, że jeśli w dziewiątej klasie nie zacznie się starać, to go przeniosę do mniej prestiżowej szkoły, A on lubi swoją szkołę, podoba mu się tam, ma przyjaciół.

GALA: A czego chciałby pan dla Aleksandra na przyszłość?
A.D.: Nie zamierzam za niego decydować, choć moi rodzice próbowali mi pomóc w wyborze drogi życiowej, szukali.

GALA: Kochali pana.
A.D.: Ja też kocham syna. Dlatego choć powinienem być surowy, bywam pobłażliwy i szczodry.

GALA: Już kupił mu pan samochód?
A.D.: Nie. Ale jeśli będzie się dobrze uczył, to może kupię. Na 18 urodziny.

Rozmawiała: Ewa Smolińska-Borecka

źródło: GALA nr 40 z 29-09-2003



Zajrzyjcie i poklikajcie - to nic nie kosztuje a może komu¶ pomóc

BannerMania

Best WWW - ranking stron