Weekend z gwiazdą - Aleksander Domogarow

1, 2 maja '99

Jakie masz wspomnienia ze swojego dzieciństwa?
Oczywiście pierwsze co przychodzi mi do głowy to oczywiście 75-ty rok. W latach siedemdziesiątych poszedłem akurat do pierwszej klasy, mój ojciec dostał właśnie z firmy taki mały włoski motocykl. Nasz dom znajdował się dokładnie na wprost szkoły. Dzieliła nas tylko droga po której pomykałem na tym motorze pod bacznym okiem taty - oczywiście. To był naprawdę nowoczesny sprzęt. No wiesz pokrętło gazu - zawrotne prędkości. Z pewnością jest to jedno z takich najjaskrawszych wspomnień.

A ile miałeś wtedy lat?
Siedem.

Mały chłopak....
Miałem siedem lat.

A jak wyglądało wtedy życie dziecka w Związku Radzieckim, bo my tego nie znamy, mówi się: " Był komunizm"???...
Nigdy nie myślałem takimi kategoriami, "komunizm", "socjalizm" itd... dzieciństwo miałem szczęśliwe. Ojciec miał jak to się mówi: "dobrą posadkę". Obracaliśmy się w kręgu artystów i wysoko postawionych urzędników. Ja osobiście tego nie odczułem. Żyłem jak w dobrej, spokojnej rodzinie i nigdy nie doświadczyłem biedy.

Czyli jesteś - można powiedzieć z takiego: "dobrego domu".?
No tak z dobrej rodziny....

Jakim byłeś uczniem w szkole, lubiłeś chodzić do szkoły???
Ha, ha, ha, Do trzeciej klasy podstawówki wszystko było jak sądzę w porządku, dopiero potem się zaczęło. Okazało się, że nauki ścisłe nie są moją najmocniejszą stroną. Mam starszego brata dokładnie o dziesięć lat. Jesteśmy biegunowo różni. Totalne przeciwieństwa. Andrzeja zawsze ciągnęło do fizyki, matematyki i takich tam nauk ścisłych. Mnie przestało to interesować w klasie piątej, a już w dziesiątej klasie ten cały pierwiastek kwadratowy, sinus- cosinus, to była czarna magia, ale ja za to chodziłem do szkoły muzycznej, podczas gdy Andrzej nigdy nie zrozumiał co to takiego instrument, np. fortepian. Czasem pomagał mi rozwiązać jakieś zadanie - w piątej, szóstej czy siódmej klasie i krzyczał na mnie: "Jak można tego nie rozumieć - pociąg "A" przyjechał do miasta "B" - czy to takie trudne???". Krzyczał, że jestem tępy, a potem siadał przy fortepianie i nie mógł trafić w odpowiedni klawisz. A wtedy ja wchodziłem do akcji i zaczynałem mu dogadywać i tak dalej. No więc tak to było.

I co on teraz robi , kim teraz jest?
Jest dziekanem w Instytucie Budowy Dróg, na wydziale rurociągów przemysłowych. To znaczy jest profesorem i wykładowcą jednocześnie.

Czyli ważna figura??? Fajnie jest mieć takiego starszego brata. Czy on był dla ciebie przykładem? Czy nie czułeś się czasami taki trochę gorszy - czasem taki właśnie Sasza - co nie umie zadania zrobić. Czy była miedzy wami rywalizacja?
Nie skąd - jaka rywalizacja. Przecież miedzy nami jest dziesięć lat różnicy. Dziesięć lat. Jak on skończył podstawówkę - to ja poszedłem do pierwszej klasy.

Co było jak brat zaczął przyprowadzać dziewczyny???
No ha, ha, ha nie wiem jakoś tak....

Co nie przyprowadzał???
Nie, no przyprowadzał. Znałem jego pierwszą miłość. Nawet niedawno spotkałem ją na ulicy. Bardzo się zmieniła i to ona mnie pierwsza poznała. Ja bym w życiu jej nie poznał Tak - to było pierwsze zauroczenie mojego brata i do tego trwało całkiem długo - chyba ze dwa lata chodzili ze sobą. Romans trwał.

Ale nie podkochiwałeś się w jego narzeczonych??
Dla mnie każda była doskonałością Miałem przecież siedem lat kiedy Andrzej miał siedemnaście i wtedy to było dla mnie..... ale przypomniało mi się coś innego z dzieciństwa W czasie wojny moja rodzina rozproszyła się po świecie - to długa historia, no ale chodzi o to, że mam taka gruzińską gałąź w rodzinie mam kuzyna i kuzynkę czystej krwi gruzińskiej - Mako - tak ma na imię, ta kuzynka przyjechała kiedyś do nas do Moskwy. Miała wtedy jakieś osiemnaście lat. No to ja miałem ze dwanaście - jak ja zobaczyłem to po prostu mnie zatkało. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego typu urody. Posiedziała u nas trochę, dała moim rodzicom jakieś tam prezenty i później odprowadziłem ja do metra. Jechaliśmy razem do hotelu "Kosmos" i to uczucie ...kiedy siedziałem obok niej i zdawałem sobie sprawę, że wszyscy faceci widzą jaka jest piękna i zazdroszczą mi. Każdy kto wsiadał do metra gapił się na nas - a mnie rozpierała duma byłem szczęśliwy, że to moja siostra. Moja siostra....

Świetne uczucie, a kiedy poznałeś swoja obecna żonę?
Kiedy poznałem swoją żonę??? Trzy lata temu.

I to było takie uczucie od pierwszego wejrzenia czy rozwijało się stopniowo. Jak to było gdzie ją poznałeś?
Spotkaliśmy się na ulicy. Po prostu wpadłem na nią na ulicy. Występowałem wtedy w dwóch teatrach no i szedłem do jednego z nich i nagle bach - zderzenie. Wiesz jak to jest ludzie kompletnie się nie widzą. Potem długo nie mieliśmy kontaktu. Pewnego dnia było takie spotkanie w teatrze i wciąż wyczytywali jedno nazwisko i wciąż spóźnia się i nagle wchodzi - ona - a ja się przyglądam tak powolutku, powolutku, powolutku....

I kiedy wyznałeś jej miłość?
To ona pierwsza się przyznała....

Padła na kolana i wręczyła ci kwiaty?
Nie to trwało dłuższy czas - no wiesz mówiłem jej jakieś komplementy, czułe słowa. No jak to faceci zwykle mówią. No ale wciąż nie deklarowałem się tak jednoznacznie, aż tu któregoś dnia wstaję rano a przed domem na asfalcie ktoś napisał: " Bardzo cię kocham" - takimi wielkimi białymi literami.

Proste...
A potem, biedny dozorca musiał to ścierać.

To bardzo oryginalny sposób wyznawania miłości, trzeba to rozpowszechnić.
Tak...

Jak byłeś małym chłopcem to miałeś swoich idoli? Takich bohaterów z telewizji czy z kina - kogoś kim chciałeś być kiedy dorośniesz. Mali chłopcy zawsze mają takie marzenia.
O tak jak byłem mały grali u nas taki film w kinie pod tytułem: "Zorro" - po prostu "Zorro" - byłem na nim chyba z dziesięć razy- głównie dlatego , że grał tam Alane Delone, potrafiłem przesiedzieć wszystkie seanse.

Chciałeś być Zorro?
Tak, chyba tak - jakiś rok temu puszczali to w telewizji, nagrałem sobie na video, chociaż jestem już dorosły. A ostatnio wszedł na ekrany ten film z Banderasem: " Maska Zorro" - oczywiście odstałem swoje w kolejce , ale na film poszedłem.

A co tak ciebie fascynowało w tej postaci?
Piękna. Jakiś urok. Ta czarna maska, czarny koń, czarny płaszcz i ten niezwykły znak, który tak wycinał. Przecież to jest piękna bajka. Każdy lubi bajki...

To chciałbyś zagrać Zorro?
Już tyle razy to grali. Trochę ograne.

Lepiej obejrzeć na video, albo pójść do kina?
Tak.

A jak żyjesz w Moskwie?
Normalnie.

Ale gdzie, w jakiej części miasta? Czy masz duże mieszkanie? Bo podobno jesteś w Rosji wielką gwiazdą - wobec tego jak żyje wielka rosyjska gwiazda?
No ja nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem gwiazdą. Niestety nie istnieje u nas taka instytucja w związku z teatrem czy kinem. O tym piszą tylko w gazetach. Na przykład " Gwiazda kina" , ale naprawdę nie ma czegoś takiego. Często spotyka się takie określenie: "Gwiazdy show biznesu". Piosenkarze są wyjątkowo popularni u nas. Ludzie rozpoznają ich na ulicach. Ale to właściwie o niczym nie świadczy....

Ale nie zmieniajmy tematu - jakie jest twoje mieszkanie w Moskwie?
Mamy niewielkie mieszkanie w centrum Moskwy - może tak powiem...

Niewielkie???
No nie duże - dwupokojowe. Nawet jeśli powiem ile mam metrów kwadratowych to niewiele wyjaśni.

A jakie jest twoje najważniejsze czy najfajniejsze miejsce w twoim mieszkaniu - to które lubisz?
Mam taką daczę - u nas tak się mówi na letni domek za miastem. Jeśli tylko uda mi się wygospodarować jakieś wolne dni - no i udało się - całkiem niedawno chyba tydzień temu wyjechaliśmy na dwa dni - po prostu zniknęliśmy z Moskwy. Było trochę chłodno - więc starym rosyjskim zwyczajem napaliłem w piecu, zrobiło się ciepło, wlazłem pod koc oglądałem telewizję i było mi bardzo dobrze - wstajemy rano - a tu śnieg za oknem.

Jak to było z Hoffmanem? Jak doszło do tego, że Hoffman zadzwonił i zaproponował ci rolę Bochuna, bo różne historie krążą na ten temat i już się plotkuje...
Tyle razy mówiłem o tym, że Hoffman zamówił w agencji aktorów w Moskwie kasety trzech innych artystów. Podał konkretne trzy nazwiska. A mój agent dołożył jeszcze czwartą kasetę...

I to była twoja kaseta?
Ta czwarta była moja. Mój materiał. Zobaczyli i zrozumieli, że to właśnie ja jestem...

Bohun?
Bohun. - Tak Bohun. Potem odesłali kasety i już następnego dnia miałem następujący telefon: " Dzień dobry mówi Jerzy Hoffman ( bardzo dobrze mówił po rosyjsku )...

Wiedziałeś kto to jest. Znałeś jego nazwisko?
Na początku nie zorientowałem się. Dopiero potem zaczęło do mnie docierać, że to ten reżyser, który nakręcił: "Potop", Pana Wołodyjowskiego " itd...Rozmawialiśmy i on powiedział, że powinienem jak najprędzej przyjechać do Polski, a dokładniej wyjaśnił to tym, że musimy wybadać jeden drugiego. No i przyjechałem do Polski. Wszystko wyjaśniło się w ciągu dwóch godzin - wszedłem do studia a on powiedział tylko - "no to graj". Najpierw się trochę speszyłem i zacząłem coś tam po rosyjsku wyjaśniać. W każdym razie nawet nie zagrałem do końca tej sceny- przerwał mi i powiedział: "Koniec tyle wystarczy" - i poszedł. A ja tak stałem i nie miałem pojęcia o co chodzi. Powiedział : "to wszystko - dziękuję' no i poszedł. Zastanawiałem się co wszystko - jakie wszystko??? Czy było dobrze czy źle?, I tak to się wszystko zaczęło. Po jakiś dwudziestu minutach już miałem pewność, że wziął mnie do tej roli.

No i jak się wtedy poczułeś?
Nic nie rozumiałem. No wiesz po pierwsze nie było rosyjskiej wersji scenariusza - miałem tylko książkę - oczywiście przeczytałem ją jeszcze przed przyjazdem do Polski na pierwszą próbę - no ale scenariusz i książka to dwie różne rzeczy. No więc na początku strasznie się ucieszyłem a potem okazało się, że tak do końca nie wiedziałem co mnie czeka. Wszystko wyjaśniło się gdy tylko zaczęliśmy pracę nad filmem. Nie spodziewałem się, że ta cała sprawa będzie miała taki oddźwięk wśród ludzi. Wiele osób przychodziło do mnie tylko po autograf. Na początku kręcenia zdjęć nie docierało do mnie to wszystko....

A potem jak dotarło? Zacząłeś wchodzić w te role - jak się z tym czułeś?
Tu się trochę powtórzę - praca jak praca. Wiedziałem, że mam do opanowania kolosalny materiał - teraz do końca rozumiem powagę sytuacji. W Rosji to była dla mnie po prostu powieść historyczna, żadnych politycznych intryg nie zauważyłem wcześniej. One oczywiście były tam, ale nie zwracałem na to większej uwagi - przysięgam - naprawdę mnie to nie interesowało. I w czasie zdjęć pod Krakowem zauważyłem ten tłum ludzi, który przyglądał się nam. Miałem ze sobą kamerę video i nagrałem długaśną kolejkę po autograf Jerzego Hoffmana - jak w Rosji była blokada Leningradu to ludzie stali w takich kolejkach po chleb. Nagrałem to - trzysta osób!!! A on każdemu podpisywał i tylko: "Następny, następny..."

Jak w Hollywood??
Na początku to przeraża - a potem człowiek zaczyna się zastanawiać: "Dlaczego ci wszyscy ludzie tu stoją???" - o co im chodzi? Później nie tyle przyzwyczajasz się do tego, co zaczynasz myśleć: "tylko spokojnie, oby nic ci się nie stało" Kiedy kończyliśmy zdjęcia setki ludzi przychodziło do nas z książkami do podpisu - i wciąż miałem przed oczami tylko te książki, książki - podpisywani i podpisywanie - a przecież ja nie jestem Sienkiewicz - nie ja to napisałem...

A ręka cię nie bolała?
Nie, nie bolała.

Jak ci się pracowało z Hoffmanem? To jest taki reżyser starej daty i można powiedzieć, że lubi rozmach - jak to było?
Dobrze nam się pracowało z nim. Nawet bardzo dobrze. Z początku myślisz tylko o tym - czego on oczekuje - a to można zrozumieć dopiero wtedy - gdy naprawdę zacznie się praca. Wiedziałem, że on ten film nakręcił już bardzo dawno - w swoich myślach. Teraz trzeba było zrealizować tę myśl, wyrazić ją poprzez artystów. Byłem ciekaw jak on tę sprawę poprowadzi - na ile nasze wyobrażenia się pokryją? Bo przecież każdy aktor wnosi coś nowego do swojej roli. Czasem zaczynaliśmy nie tyle kłócić się - co dyskutować na jakiś temat - no wiesz coś byś chciał zmienić, dodać poprawić - a on miał na to jeden wypróbowany sposób. Najpierw mruczał coś pod nosem, a potem mówił tylko: "dubel, dubel i nagle - stop!!!! Mamy to" Widocznie coś mu nie pasowało i czekał na właściwy efekt. Zaczynał się ten moment wspólnej pracy, który naprawdę wiele go kosztował.

A zdarzyło mu się krzyknąć na ciebie, bo na przykład był niezadowolony?
Nie, nie tego nie pamiętam.

Wszystko było świetnie?
No, nie, były takie momenty kiedy to ja byłem z siebie niezadowolony, a on przekonywał mnie, że wszystko było w porządku. Nigdy nie mówił nam przykrych czy obraźliwych rzeczy.

Podobno jesteś bardzo wysportowany. Skąd u ciebie taka sprawność fizyczna?
No nie wiem. Nie uprawiam żadnej dyscypliny sportowej, tylko jazda konna. To znaczy kiedy jestem w Moskwie staram się znaleźć trochę wolnego czasu aby pojeździć konno. Dla mnie to jest jak relaks - praca i trening w jednym, a jeśli chodzi o kondycje - no cóż po prostu jeszcze jakoś się trzymam...

A te wszystkie historie z szablami - długo ćwiczyłeś?
Wcześniej w Moskwie grałem dwie role, które wymagały ode mnie fechtunku, tyle, że wtedy walczyłem szpadą - a nie szablą. W pewnym stopniu miałem już jakieś doświadczenie, ale orłem nie jestem.

Wróćmy do jazdy konnej....
Jeżdżę systematycznie od 1991- go roku - staram się co najmniej raz w tygodniu.

A co było dla ciebie najtrudniejsze na planie - czy był taki moment, że miałeś ochotę wstać i wyjść - byłeś zmęczony i miałeś tego wszystkiego po prostu po dziurki w nosie. Czy był taki moment?
Ogólnie praca była ciężka. Zaczynaliśmy bardzo wcześnie rano - i kończyliśmy późną nocą. To oczywiście nie dotyczy zdjęć w plenerze. Ale zmęczenie nie było dla mnie największa trudnością do pokonania, problem tkwił w dramatycznych scenach, kiedy musiałem wydobyć z siebie całe zło, a tam pustka i chodzisz i wściekasz się na siebie: - znowu nie tak, znowu nie tak, znowu nie tak...

A pamiętasz swój pierwszy dzień na planie: "Ogniem i Mieczem"?
Mój pierwszy dzień?

Nie bałeś się trochę?
Zaraz, zaraza, pierwszy dzień, kiedy to było...

Kiedy już kamera stała i wiadomo było, że za chwilę wejdziesz i będziesz musiał pokazać...
Tak, tak, pierwszy dzień, a tak! Hoffman zaczął filmowanie od takiej sceny, w której Bochun jedzie w kolasce między końmi, za to drugi dzień i trzeci były bardzo ciężkie. Nagrywaliśmy scenę z Zagłobą i Bohunem w chlewie. Bardzo długi tekst musiałem po ;prostu wkuć na pamięć...

Jak się uczyłeś tego tekstu?
Miałem polski tekst nagrany na kasetę bardzo wolno i wyraźnie całą moja kwestię, a dalej był cały dialog już w normalnym tempie i z intonacją. Najpierw słuchałem uważnie, potem pisałem sobie te słowa w scenariuszu rosyjskimi literami i próbowałem je zapamiętać. Wychodziłem na zdjęcia i zapominałem wszystko w ciągu dwóch minut - wiesz jak to jest. Całą noc uczysz się wiersza a rano nic już nie pamiętasz - kompletna amnezja. Wezwali mnie na plan o jedenastej rano i do trzeciej byłem w pełnej gotowości. Nakręciliśmy jakieś ujęcie przysiadłem na chwilę i znów do roboty - przerwa nagrywamy zbliżenia samego Zagłoby. Zapalam sobie spokojnie papierosa - a tu masz: " Aleksander na plan!"

A pierwszy dzień z Izabelą Scorupco - jakie miałeś wrażenie kiedy ją zobaczyłeś na planie w tym całym niesamowitym kostiumie?
Dokładnie pamiętam pierwszy dzień z Izabelą Scorupco - tego dnia nie grałem, ale przyjechałem na plan - zobaczyłem ją z daleka i oczywiście byłem zachwycony jej urodą wyglądał bardzo pięknie - nagrywali wtedy tę scenę kiedy Skrzetuski przenosi ją na rękach przez wodę.

Podoba ci się jako kobieta?
Och tak, tak.

A co ci się podoba w niej najbardziej? W Polsce stała się sławna dzięki filmowi o Bondzie.
Tak naprawdę poznałem dwie Izy - pierwsza to ta, którą widziałem w filmie, a druga to żywa Iza która osobiście poznałem. Jest wesoła dowcipna i bardzo podatna na wszelkie zwariowane pomysły. Jest strasznym chuliganem. Nie ma w sobie ani trochę takiej maniery wielkiej gwiazdy.

A robiliście sobie jakieś dowcipy na planie, czy też byliście tacy poważni?
No nie, właściwie normalnie - nie wszystko było normalnie. W zasadzie to niewiele było tych wspólnych scen - dwie czy trzy.

czytaj dalej

Rozmawiali: Kalina Białek i Karolina Korwin Piotrowska

źródło: Radio Zet



Zajrzyjcie i poklikajcie - to nic nie kosztuje a może komu¶ pomóc

BannerMania

Best WWW - ranking stron